Ci, którzy opowiadają się za abstynencją od napojów alkoholowych, mogą mieć sporo kłopotu z dzisiejszą Ewangelią. Dlaczego Jezus miałby dostarczyć dodatkowej ilości wina na wesele? Dlaczego właśnie wina, a nie na przykład wędlin czy warzyw? Bo gdyby Jezus uczynił cud i na stole weselnym pojawiłoby się więcej chleba, wędlin czy słodkich ciast, to nie bylibyśmy aż tak bardzo zaskoczeni.

A może tak naprawdę zamiast wina zrobił z winogron sok? Weselny sługa był jednak wytrawnym znawcą win. Nie ma więc wątpliwości co do tego, że było to jednak prawdziwe wino.

Znam wiele osób, które winogrona zamieniają w wino. Zajmuje im to co najmniej sześć tygodni. Jezus tymczasem przemienia wodę w wino w jedną chwilę. Robi to bez słowa, bez jakiegoś symbolicznego gestu czy polecenia. Po prostu woda zmienia się w wino w Jego obecności. I weselni „kelnerzy” podali to nowe wino na stoły. Jezus zrobił w jedną chwilę to, co natura czyni powoli.

Woda przemieniona w wino to wspaniała transformacja, ale to nie jest magia. Gdy trudny człowiek ma odwagę, by otworzyć drzwi swojego serca, to nie jest magia. Kiedy skąpiec zaczyna praktykować hojność Boga, to też nie jest magia. Nawet kiedy grzesznik zamienia się w świętego, również nie jest to magia. To jest cud! Takie przemiany zdarzają się w obecności Jezusa.

Jaka nauka płynie z Kany dla nas, ludzi współczesnych? Osoba z poczuciem humoru powie: „Jeśli masz imprezę, upewnij się, czy zaprosiłeś Jezusa”. Z początku uśmiechamy się. Ale potem przychodzi myśl: zaprosić Jezusa, zaprosić nie tyle na imprezowe wesele, ale na to wszystko, cokolwiek dobrego w życiu robisz; zaprosić Jezusa, aby był częścią tego wydarzenia, aby był częścią twojego życia. Dlaczego? Bo Jezus przynosi ze sobą nową jakość, tak jak na weselu w Kanie, gdzie Jego wino znalazło uznanie u gospodarza. Jezus podnosi jakość naszego życia.

Kiedy w niedzielę jeździsz samochodem po swoim mieście czy idziesz na spacer, widzisz samochody i ludzi na chodnikach. Ale nie wszyscy idą do kościoła. Niektórzy jadą poza miasto. Inni całymi rodzinami snują się po galerii handlowej. Mijasz jakąś kawiarnię i widzisz przy stolikach ludzi, którzy piją kawę i rozmawiają. Widzisz ludzi biegających, jeżdżących na rowerze i spacerujących z psem. Wygląda na to, że czerpią z tego dużo przyjemności. Wygląda na to, że wiedzą, jak cieszyć się niedzielą – wolnym dniem.

Któż nie lubi weekendów? My również je lubimy. Lubimy wolny czas, który przynoszą. Ale lubimy je też z innego względu. Samochodami czy też pieszo spieszymy do kościoła na ucztę weselną zwaną Eucharystią. Tak jak Jezus przez swój cud przyniósł nową jakość wina dla weselnych gości w Kanie, tak samo tenże Jezus wnosi nową jakość do naszego życia. Bóg wnosi w nasze życie nowy wymiar, nową perspektywę, perspektywę życia wiecznego, nowej ziemi i nowego nieba. Uczta weselna nowego przymierza, Eucharystia, daje nam posmak innego świata, podnosi nasze życie do bliskiej relacji z Bogiem dającym się nam w swoim słowie, Ciele i Krwi.

Gdy wrócimy do domu nasyceni ucztą Mszy Świętej, niech nasze modlitwy przerodzą się w czyn, według słów Maryi: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie (J 2, 5). Tak jak Ona w Kanie, tak i my w naszym życiu dostrzegajmy ludzi w potrzebie. Dostrzegajmy i pomagajmy.