Uczony w Piśmie, który uznaje Jezusa i którego Jezus pochwala, jest czymś tak wyjątkowym w Ewangelii, że trzeba przyjrzeć się temu dokładnie.

— O tak, Nauczycielu — woła uczony w Piśmie — masz słuszność, mówiąc, że Bóg jest Jeden. Miłować Go i miłować bliźniego więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary.

— Niedaleko jesteś od królestwa Bożego — mówi Jezus — widząc, że rozumnie odpowiedział.

Rozumnie... Uczony w Piśmie mówi bowiem o pokusie, przed którą często ostrzega nas Jezus: abyśmy nie sądzili, że będziemy z Bogiem kwita, skrupulatnie wywiązując się z obowiązku modlitwy i uczestnictwa w obrzędach religijnych.

Czy zatem oddawanie Bogu czci, modlitwa, uczestnictwo we Mszy świętej są czymś złym? Oczywiście, że nie. Ale uwaga uczonego w Piśmie, tak ciepło przyjęta przez Jezusa, ujawnia odwieczne niebezpieczeństwo skrzywienia: a mianowicie nadawanie zbytniego znaczenia gestom zewnętrznym, a niedocenianie dyspozycji wewnętrznej. Uczony w Piśmie musiał mieć na myśli religijne obrzędy, które są jedynie pozorem miłości i które w końcu powodują, że ludzie czują się zwolnieni z miłości.

W słynnej przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, poświęconej miłości braterskiej, nie bez powodu jako przykład braku miłości Jezus stawia kapłana i lewitę, a zatem ludzi bardzo religijnych. Być może pobożnie czytali Pisma, a kiedy zobaczyli na drodze rannego, „ominęli go z daleka” (Łk 10,31).

Przed spotkaniem z tym rozumnym uczonym w Piśmie Jezus napomniał faryzeuszy: „Obłudnicy! Izajasz słusznie powiedział kiedyś o was: ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie” (Mk 7,6).

Niestety! Komu z nas nie zdarzyło się, że odmawiał modlitwę albo szedł na Mszę świętą, nie zastanowiwszy się nad stanem swojego serca w stosunku do tej czy innej osoby? „Kiedy stajecie do modlitwy — mówi również Jezus — przebaczcie, jeśli macie co przeciw komu” (Mk 11,25).

Niedawno brałem udział w dyskusji na temat obowiązku uczestniczenia we Mszy świętej. Pewna kobieta powiedziała: „Najpierw zacznijmy kochać Boga i ludzi, a wtedy będziemy czuli konieczność chodzenia na Mszę świętą. Obowiązek powinien wypływać z miłości”.

Jezus musiał spojrzeć na tę chrześcijankę z taką samą sympatią, z jaką patrzył na tamtego uczonego w Piśmie. I z jaką patrzy na nas w tej chwili, jeśli na nowo postanawiamy, że nigdy nie będziemy skrywać braku miłości za gestami i słowami obłudnymi, czy choćby tylko powierzchownymi.

Aby mieć śmiałość powiedzieć: „Boże, kocham Cię i kocham moich bliźnich”, trzeba bacznie obserwować, jaka odległość dzieli nasze wargi i serce.

 

Andre Seve (źródło: https://opoka.org.pl)