„Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali.” J 13, 35

Wśród znaków rozpoznawczych przynależności do Chrystusa jest miłość wzajemna. Chociaż jej treść została sprecyzowana przez Mistrza z Nazaretu przed dwoma tysiącami lat, jest wciąż nowa, nie starzeje się. Owszem, jest coraz głośniejszym wyzwaniem, by do niej każdego dnia dorastać na miarę nowych oczekiwań i tęsknot, jakie są obecne w ludzkich sercach.

Kilka lat temu ukazał się tomik poezji Michała Piaszczyńskiego – kapłana, poety, męczennika, a od 1999 roku już błogosławionego. Wiele lat poświęcił on pracy formacyjnej: od 1919 roku pracował jako ojciec duchowny, a następnie jako wicerektor Seminarium Duchownego w Łomży, następnie jako dyrektor gimnazjum i kapelan szpitala. 7 kwietnia 1940 roku został aresztowany i trafił do obozu. To właśnie tam, w Sachsenhausen, zdobył się na heroiczny akt. Kiedy nadzorca bloku odebrał Żydom dzienną porcję chleba, ks. Michał Piaszczyński, sam głodny, podszedł do żydowskiego adwokata o nazwisku Kott i podzielił się z nim swoim chlebem. Ten przyjął dar ze wzruszeniem, mówiąc: „Wy, katolicy, wierzycie, że w waszych kościołach jest żywy Chrystus; ja wierzę, że w tym chlebie, który otrzymałem, jest Chrystus, który kazał księdzu podzielić się ze mną”.

To wyznanie żydowskiego adwokata bardzo trafnie ukazuje najgłębszy sens miłości. Miłość wzajemna wytrwale szuka sposobów coraz pełniejszego zjednoczenia z Mistrzem, a zarazem jest nastawiona na odnajdywanie człowieka. Jej miarą jest sam Chrystus, który mówi wprost: „Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem”. Od Niego następne pokolenia uczniów uczą się niełatwej postawy miłosierdzia wobec siebie nawzajem. Jej kolejne lekcje to: tajemnica przyjścia Jezusa na świat, głoszenie Dobrej Nowiny, karmienie zgłodniałych rzesz pożywnym chlebem, dokonywanie wielu cudów, uzdrowień duszy i ciała, wielkoczwartkowe pochylenie się do nóg uczniów. Miłość Chrystusa w sposób definitywny i najbardziej owocny ujawniła się w wydarzeniach Jego męki i śmierci na krzyżu. Ta pieczęć miłości Boga do człowieka wydaje błogosławione owoce po dzień dzisiejszy.

Chrystusowa lekcja miłości jest nieustannym wyzwaniem i zadaniem dla Jego uczniów. Warto zwrócić uwagę na to, że Jezus, przekazując to nowe przykazanie swoim apostołom, nazywa ich dziećmi: „Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać”. Jednakże wśród Jego dzieci, którym ujawnia On najgłębsze pragnienia swego serca, nie ma już Judasza, który dobrowolnie opuścił Wieczernik. Odsunął się od Mistrza, decydując się na zdradę, jednocześnie zamykając sobie drogę do rozwoju miłości. Przestał szukać Jezusowej miłości, a zaczął szukać dogodnego sposobu, aby Mistrza wydać w ręce oprawców za marne srebrniki. Jego tragedia jest dla nas przestrogą, że odejście od źródła miłości, którym jest sam Bóg, wystudza i ogłupia ludzkie serce, prowadząc niekiedy do zdrady. Nawet pocałunek, który normalnie jest znakiem wyrażającym szacunek, wdzięczność i miłość, dzięki Judaszowi stał się narzędziem zdrady i symbolem sprzedania samego Boga.

Dorastanie do miłości wzajemnej jest połączone z wieloma trudnościami, które trzeba pokonywać każdego dnia. Autor Dziejów Apostolskich, wspominając o posłudze Pawła i Barnaby, którzy umacniali dusze uczniów, zachęcając ich do wytrwania w wierze, stwierdza, że „przez wiele ucisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego”. Wśród ucisków są zagrożenia z zewnątrz, które niekiedy utrudniają bardzo dotkliwie wyznawanie wiary, ale jeszcze groźniejsze w skutkach są te zagrożenia, które rodzą się w ludzkim sercu. Są wśród nich chociażby takie, jak zwątpienie, letniość, nieuczciwość, wewnętrzne zakłamanie, żądza władzy, lęk przed przyjęciem prawdy. To te realne zagrożenia doprowadziły do ostrego konfliktu, jaki rozegrał się na Skałce w Krakowie w 1079 roku, kiedy biskup krakowski Stanisław ze Szczepanowa stał się ofiarą zaślepienia ze strony króla Bolesława Śmiałego. Męczeńska krew biskupa doprowadziła w końcu – jak podaje legenda o pokutniku z Osjaku – do opamiętania i nawrócenia się władcy. Krew św. Stanisława, ale i krew tylu tysięcy współczesnych męczenników, którzy padają ofiarą zazdrości, kłamstwa, terroryzmu i wszelkiej formy przemocy, jest nieustannym głośnym wołaniem o miłość wzajemną uczniów Chrystusa.

„Wy, katolicy, wierzycie, że w waszych kościołach jest żywy Chrystus; ja wierzę, że w tym chlebie, który otrzymałem, jest Chrystus, który kazał księdzu podzielić się ze mną”. Miłość wzajemna to najlepszy znak rozpoznawczy tych, którzy są uczniami Chrystusa! Podczas każdej Eucharystii spotykamy tego samego żywego Chrystusa w świętych znakach chleba i wina. Niech więc spotkanie z Nim umocni naszą wiarę i zapali serca miłością, byśmy przez postawę miłosierdzia wobec bliźnich byli dla nich – jak św. Stanisław ze Szczepanowa – czytelnym i łatwo rozpoznawalnym znakiem przynależności do Chrystusa. „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13,35).

ks. Franciszek Ślusarczyk (źródło: https://www.ekspreshomiletyczny.pl/)