„Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane.” J 20, 22n

Ewangelia dzisiejszej niedzieli relacjonuje nam dwukrotne pojawienie się zmartwychwstałego Chrystusa pośród uczniów zebranych w Wieczerniku. Pierwsza chrystofania ma miejsce wieczorem pierwszego dnia po szabacie. Jest to bardzo znamienna chwila, w tym bowiem czasie w świątyni jerozolimskiej składano Bogu pierwsze kłosy jęczmienne jako pierwociny zbiorów. Po pięćdziesięciu dniach ludzie przyniosą natomiast pszenny chleb jako dziękczynienie za zbiory zbóż. Jezus, który jak ziarno pszeniczne wpadł w ziemię i obumarł, zjawia się jako pierwszy plon. Sam nawiązał do tego porównania, gdy zapowiadał swoją mękę i zmartwychwstanie. Przez śmierć przeszedł do życia, a jako owoc tego zwycięstwa może obdarować Duchem Świętym. W czasie pierwszego pojawienia się tchnął na uczniów i powiedział im: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”.

Podobnie jak w liturgii świątynnej, która była zapowiedzią pełnego mesjańskiego objawienia, dar Ducha Świętego składany jest dwukrotnie, najpierw jakby w zapowiedzi, a następnie w pełni. W świątyni ludzie składali Bogu pierwszy dar z uzyskanych plonów. Najpierw tylko kłosy, potem pięknie wypieczony chleb. W Wieczerniku Chrystus przynosi dar Ducha Świętego, który jest owocem Jego przejścia od śmierci do życia. Najpierw tchnął go na niepełne grono apostołów (brak Judasza i Tomasza), a następnie w tym dniu, gdy Izraelici będą składali ofiarę chleba, Duch Święty zstąpi na formujący się Kościół, mający wymaganą według żydowskiej tradycji liczbę członków (około stu dwudziestu), aby grupa religijna mogła być samodzielna. Ta grupa będzie zebrana wokół Dwunastu (po wyborze Macieja w miejsce Judasza) i Maryi, Matki Jezusa.

Jezus ustanawia sakrament pojednania, uczniowie w Jego imieniu będą odpuszczać grzechy. To wielki dar miłosierdzia Bożego. Trzeba o nim dziś szczególnie pamiętać, gdyż obchodzimy święto Miłosierdzia Bożego. Bóg w swojej nieskończonej dobroci odpuszcza nam grzechy.

Nigdy nie pojmiemy głębi tego daru, ale musimy się strzec, aby źle nie rozumieć miłosierdzia Bożego. Obraz miłosiernego Boga nie może prowadzić do zapomnienia o tym, że ów nieskończenie miłosierny Bóg jest równocześnie nieskończenie sprawiedliwy – miłosierdzie jest miłością w kontekście ludzkiej nędzy, a przede wszystkim grzechu, ale nie jest automatycznym zapominaniem, że grzech jest obrazą Stwórcy i tragedią człowieka. Wyjście z grzechu musi zadośćuczynić Ojcu Niebieskiemu i naprawić skutki upadku. Tylko w takim wypadku Bóg może przebaczyć i raz na zawsze zapomnieć o grzesznej przeszłości.

Przesadne podkreślanie miłosierdzia prowadzi do zlekceważenia całego zła grzechu i przekonania, że można grzeszyć, gdyż Bóg jest miłosierny; nie trzeba zadośćuczynienia, bo miłosierdzie wszystko przebacza. Z takimi postawami spotykamy się bardzo często. Dlatego uwielbiając miłosierdzie Boże i dziękując za nie, nie zapominajmy, że nasz Pan może przebaczyć tylko wtedy, gdy człowiek się nawróci, przekreśli grzeszną przeszłość, szczerze postanowi poprawę i wynagrodzi za popełnione zło. Wyrządzone krzywdy muszą zostać naprawione, zagarnięte dobra zwrócone, przywrócone dobre imię, zaleczone duchowe rany. Bez wynagrodzenia nie można liczyć na miłosierdzie Boże, taka postawa byłaby grzechem przeciw Duchowi Świętemu.

ks. Tomasz Jelonek (źródło: https://www.ekspreshomiletyczny.pl/)