„Błogosławieni…”  Mt 5, 3

Kiedy Jan Maria Vianney, późniejszy proboszcz z Ars, w czasie końcowych egzaminów w seminarium nie potrafił zadowolić swoimi odpowiedziami wymagających egzaminatorów, sytuacja była więcej niż napięta. W końcu jeden z profesorów westchnął rozpaczliwie:

– Mój Boże, cóż taki osioł potrafi zrobić w duszpasterstwie?
– Jeżeli Samson oślą szczęką potrafił rozgromić tysiąc Filistynów, cóż dopiero może Bóg zdziałać, gdy ma do dyspozycji całego osła – odpowiedział nieśmiało egzaminowany.

Święty Jan Maria Vianney ofiarował Bogu wszystko, co miał, a jak opowiada historia jego życia, miał niewiele. Z trudnością ukończył seminarium i został posłany do małej, biednej wioski Ars. Bóg cudownie pomnożył to wszystko, co ofiarował mu pokorny kapłan i dzisiaj czcimy św. Jana Marię Vianneya jako patrona wszystkich kapłanów.

Bracia i siostry, przeżywamy dzisiaj podniosłą uroczystość, w czasie której cieszymy się z chwały i wywyższenia, jakiego za dobre i doskonałe życie na ziemi doznają od Boga święci. Kim oni byli? Byli ludźmi całkowicie podobnymi do nas: mężczyznami, kobietami, dziećmi, pochodzącymi z różnych narodowości, żyjącymi w różnych czasach, wypełniającymi różne powołania. Ponad 40 000 nazwisk tych duchowych gigantów znajduje się na oficjalnej liście Chrystusowego Kościoła. To jednak nie wszyscy. Żyło bowiem i żyje na świecie wielu anonimowych świętych, których życie i czyny nie zostały przez Kościół i ludzi dostrzeżone i rozpoznane, tym niemniej są oni święci w oczach Bożych.

„Jest tylko jeden smutek świata: ten, że nie jesteśmy świętymi”, napisał Leon Bloy. Słysząc słowo „świętość”, wielu z nas uśmiecha się i wzruszając ramionami, mówi: „To nie dla mnie. To mnie nie interesuje”. Ludzie chcą być wolni i suwerenni nawet wobec Boga. Chcą zakosztować wszystkich smaków życia; niczego sobie nie odmawiać, z niczego nie rezygnować. Oto dewiza, której hołduje dziś wielu z nas. W tym miejscu warto się jednak zastanowić nad kilkoma pytaniami, które współczesnym ludziom stawia jeden z myślicieli: „Co pomogą szybkie auta tym, którzy nie mają kierunku? Co pomogą czubate talerze tym, którzy są głodni miłości? Na co się zda wielka wiedza, skoro nie umiemy żyć? Po co czcić świętych, skoro nikt nie chce żyć tak jak oni?” (Martin Gutl).

A za Chrystusem możemy dodać: „Cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat zyskał, a na duszy swojej szkodę poniósł. Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?”.

To nieprawda, że do świętości zostali wybrani tylko niektórzy z nas. Wszyscy bowiem jesteśmy powołani przez Boga, aby być świętymi. Już na kartach Starego Testamentu czytamy: „Bądźcie więc świętymi, bo Ja jestem święty!” (Kpł 11,45). O naszym powołaniu do świętości przypomina nam również wiele razy Pan Jezus: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski”, powiedział Jezus w Kazaniu na górze. „Albowiem wolą Bożą jest wasze uświęcenie”, pisał św. Paweł (1 Tes 4,3). Zaś św. Piotr mówi: „W całym postępowaniu stańcie się wy również świętymi, na wzór Świętego, który was powołał” (1 P 1,15).

Skoro świętość jest powołaniem każdego z nas, to warto w tym miejscu zastanowić się nad naszą osobistą drogą do świętości. Co powinniśmy czynić, aby stawać się świętymi?

Być świętym to nie znaczy urodzić się świętym. Być świętym to nie znaczy naśladować kogoś, kto został męczennikiem za wiarę kilka czy kilkanaście wieków temu. Być świętym to znaczy naśladować zwykłych ludzi, którzy żyli w zwyczajnych czasach, tak jak my w zwyczajnych czasach żyjemy. To naśladować ludzi, którzy śmiali się i płakali, tak jak my śmiejemy się i płaczemy. To naśladować ludzi, którzy grzeszyli, ale podnosili się ze swoich upadków, wyznając swoje grzechy w sakramencie pokuty, tak jak i my to czynimy. Przede wszystkim zaś być świętym to znaczy wypełniać to powołanie, którym obdarzył nas Bóg w chwili, kiedy powołał nas do życia.

Osiągniemy świętość, gdy będziemy starali się żyć na co dzień według nauki ośmiu błogosławieństw. Gdy będziemy starali się być ubodzy w duchu, cisi, łagodni, miłosierni. Gdy będziemy dążyć w naszym życiu do sprawiedliwości, starając się o czystość serca, wprowadzać pokój w środowisku, w którym żyjemy, cierpieć, a nawet znosić prześladowania dla Chrystusa.

Radując się dziś z chwały, jaką Bóg obdarzył nasze siostry i naszych braci, świętych, prośmy jednocześnie gorąco Boga za ich wstawiennictwem, abyśmy i my wypełnili to powołanie, które nam powierzył, i stali się świętymi.

ks. Marian Bendyk (źródło: https://www.ekspreshomiletyczny.pl/)