„Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi i wtedy odda każdemu według jego postępowania.” Mt 16, 27

Madeleine Debrel napisała tak:

Każdego dnia z rąk Boga otrzymujemy dzień. Bóg daje nam dzień przygotowany przez Niego samego. Nie ma w nim nic «za dużo» i nic «niewystarczającego», nic «obojętnego» i nic «zbędnego». Jest to arcydzieło, które prosi, aby je przeżyć. Patrzymy nań, jak na kartkę z notesu z zapisanymi cyframi i datą. Traktujemy go lekko, jak kartkę papieru. Gdybyśmy mogli przeniknąć tajniki świata i zobaczyć, jak ten dzień wyłaniał się z otchłani wieków, pojęlibyśmy wartość jednego człowieczego dnia.

To ostatnie zdanie kieruje nasze myśli do początku, kiedy „Bóg rzekł: «Niechaj się stanie światłość!». I stała się światłość. Bóg, widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą. I tak upłynął wieczór i poranek – dzień pierwszy” (Rdz 1,3-5). Tak oto zaistniał pierwszy dzień świata, a potem w taki sam sposób z otchłani wieków – odległych czy całkiem niedawnych – wyłaniał się każdy kolejny dzień.

Podobnie nastał ten najważniejszy i niepowtarzalny w historii ludzkości dzień, kiedy na świat przyszedł Syn Boży. „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Dzień, od którego dzielą nas dwa tysiące lat, o którym tak napisał św. Paweł: „Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo” (Ga 4,4-5). Dzień, który jest arcydziełem współpracy Ojca z Synem: „Przeto przychodząc na świat, mówi: Ofiary ani daru nie chciałeś, aleś Mi utworzył ciało; całopalenia i ofiary za grzech nie podobały się Tobie. Wtedy rzekłem: Oto idę – w zwoju księgi napisano o Mnie – abym spełnił wolę Twoją, Boże” (Hbr 10,5-7). Do współpracy w tym dziele została zaproszona także Maryja, która na słowa zwiastowania, które przekazał Jej anioł, odpowiedziała: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa!” (Łk 1,38). Istotnym jest, abyśmy sobie uświadomili, że nie byłoby tego najważniejszego dnia bez stanowczego zamysłu Ojca, miłującego Jego wolę Syna oraz bez pokornej zgody Najświętszej Maryi Panny. Została Ona powołana tak samo jak każdy człowiek, aby codziennie wypełniało się zamierzone przez Boga arcydzieło kolejnego zwyczajnego dnia.

A o tym, jaki będzie ostatni dzień, słyszeliśmy w zakończeniu dzisiejszej Ewangelii: „Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania” (Mt 16,27). Jakież wspaniałe zakończenie historii świata! Będzie to dzień, w którym zostanie ujawnione to wszystko, co zdarzyło się na przestrzeni wieków istnienia ludzkości. Wtedy zostanie również nagrodzone zaangażowanie każdego, kto to Boże arcydzieło zwyczajnego dnia z mozołem, ale także z wielką determinacją tworzył. Odczujemy też wielką pustkę tam, gdzie nie zostały wypełnione zamiary Boga, bo człowiek odmówił współpracy z Nim.

To powinno nas bardzo zmobilizować do właściwego przeżywania każdego dnia. Jakże uważnymi słuchaczami Bożego słowa winniśmy być! Jak wnikliwie musimy rozeznawać Boży zamysł pośród naszych przyziemnych planów i zamierzeń. Jakże przemyślanego, a zarazem zdecydowanego wyboru na rzecz Boga należy dokonywać na początku każdego dnia. Ale jak to robić?

Jezus mówi o tym dzisiaj jednym zdaniem: „Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je” (Mt 16,25). Trzeba więc umiejętnie tracić swoje życie! Chodzi o to, aby przeżywając sprawy ludzkie, kierować się w nich tym, co Boże. Właśnie na tym tle doszło do gwałtownej wymiany zdań między Chrystusem a Piotrem. Pamiętamy, że w ubiegłą niedzielę na pytanie: „A wy za kogo Mnie uważacie?” (Mt 16,15) Piotr w imieniu wszystkich uczniów wyznał z głębokim przekonaniem: „«Ty Jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego». Na to Jezus mu rzekł: «Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie»” (Mt 16,16-17). Tamta wypowiedź Piotra pochodziła z natchnienia Bożego. Tymczasem dziś ten sam Piotr nie kieruje się już Bożym natchnieniem, ale swoim, czysto ludzkim rozumowaniem: „Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie (Mt 16,22). I dlatego Jezus mówi do niego wprost: „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz na sposób Boży, lecz na ludzki” (Mt 16,23). Piotr po ludzku wzdryga się przed cierpieniem, które czeka jego Mistrza, i to zawęża jego myślenie. Chrystus natomiast ma cały czas na względzie wolę Ojca, którą pragnie wypełnić do końca, dlatego karci surowo Piotra, bo on – choć w swoim okrzyku wzywał Boga – zachował się tak, jakby kompletnie zapomniał o tym, co niedawno wyznał – jakby Boga nie było!

Bardzo wyraźnie uświadomił nam to Jan Paweł II: „Człowiek nierzadko żyje tak, jak gdyby Boga nie było. [...] Na wiele sposobów usiłuje się zagłuszyć głos Boga w ludzkich sercach, a Jego samego uczynić Wielkim Nieobecnym [...]”. Jakże często czynimy to i my, uczniowie Jezusa, kiedy nie myślimy o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie – przeciwstawiamy się Bogu. Dzieje się tak wówczas, gdy nie dbamy o swoje nawrócenie, zaniedbujemy odnawianie umysłu i nie uczymy tego, by coraz lepiej rozpoznawać, „jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe” (Rz 12,2). Właśnie o tym mówi nam dziś św. Paweł, który wręcz błaga przez miłosierdzie Boże, abyśmy się tego nauczyli i realizowali w swoim życiu każdego dnia.

Jan Paweł II wzywał nas do wyobraźni miłosierdzia. Powiedział: „Trzeba spojrzenia miłości, aby dostrzec obok siebie brata”. Rozumiemy jednak dobrze, że na to wszystko potrzeba ciągłej przemiany naszego myślenia. Konieczne jest nieustanne odnawianie umysłu i codzienne stawianie pytań: Jaka jest wola Boża? Co jest dobre? Co Bogu przyjemne? Co doskonałe?

Przeciwstawiamy się Bogu także wtedy, gdy nie zastanawiamy się, jak wypełnić Jego wolę, którą już rozpoznaliśmy. Człowiek często nie czyni tego, co powinien, ponieważ nie chce narazić się na zniewagi i szyderstwa w swoim środowisku. Słyszeliśmy o tym z ust proroka Jeremiasza, który skarży się: „ilekroć mam zabierać głos, muszę obwieszczać: «Gwałt i ruina!». [...] Stałem się codziennym pośmiewiskiem, wszyscy mi urągają” (20,8.7).

Jan Paweł II podkreślał również: „Odrzucając Boże prawa i zasady moralne, otwarcie występuje się przeciw rodzinie”. To dziś jeden z największych terenów walki z Bożym zamysłem. Trzeba z bólem stwierdzić, że presji świata poddaje się bezmyślnie wielu uczniów Chrystusowych, a inni, choć chcieliby Boże plany realizować, nie czynią tego, obawiając się szyderstw, zniewag i wystawienia na pośmiewisko.

Z powodu tych trzech odstępstw od prawidłowego myślenia, wyboru i czynu tak wiele dni w naszym życiu nie przyobleka się w arcydzieło, które zamierzył sobie Bóg. Co zatem trzeba robić? Należy dojrzale i odpowiedzialnie myśleć o tym, co Boże; tak odnawiać umysł i tak się przemieniać, aby każdym naszym wyborem kierowało to, jaka jest wola Boża, co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe. A przede wszystkim trzeba się przełamywać i – mimo przeciwności, na jakie naraża nas świat – czynić zawsze to, co zamyślił Bóg. Umocni nas w tym na pewno wyczulenie na obecność Bożą w każdej chwili naszego życia, pełne coniedzielne uczestnictwo w Eucharystii i modlitwa.

Ktoś fantastycznie powiedział: „Postawić swoją modlitwę obok życia, choćby bardzo blisko, to tak jak kłaść drożdże obok ciasta, a klucz obok otworu”. Jeśli mam wypełnić zamysł Boży, jeśli każdego dnia ma się dokonywać wspaniałe arcydzieło, które Bóg przygotował, to moja modlitwa w żaden sposób nie może stać obok życia, nawet gdyby to było bardzo blisko. Ona musi obejmować każdą chwilę! – to wszystko, czym żyję, co stanowi przedmiot moich trosk, niepokojów, wyborów, decyzji i cierpień. Jeśli będzie bowiem stała choć odrobinę obok życia, wtedy nie przyniosę żadnego owocu ani nie wypełni się arcydzieło, które Bóg zamierzył.

Miejmy to bardzo głęboko w sercu. Żeby odtąd żaden dzień w naszym życiu nie był tylko ulotną datą czy nietrwałą kartką z kalendarza, lecz abyśmy go cenili tak, jak oczekuje Jego dawca. Abyśmy każdego poranka dostrzegali, jak ten nowy dzień wydobywa się z otchłani wieków i jaką jest wspaniałą propozycją Bożą skierowaną do serca każdego z nas.

ks. Kazimierz Skwierawski (źródło: https://www.ekspreshomiletyczny.pl/)