„Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką.” Iz 9, 1

Kilka lat temu w polskich szkołach (nie wiem, czy tak się robi jeszcze dzisiaj) na lekcjach przyrody przeprowadzano pewien eksperyment. Jego zadaniem było pokazanie uczniom, jak niezbędne jest światło w procesie fotosyntezy i fotolizy – jaką rolę odgrywa światło i jak jest ważne dla procesów, dzięki którym rośliny mogą się odżywiać i rozwijać. Eksperyment polegał na włożeniu zielonej rośliny do ciemnej szafy i zamknięciu jej na kilka dni. Co stało się z rośliną po paru dniach? Jej liście stawały się żółte i powoli, bez promieni słonecznych, roślina zaczynała obumierać.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus opuścił swój rodzinny Nazaret – miasto, w którym się wychował. Jezus udał się następnie do Kafarnaum, na pogranicze ziem, które należały do Izraela i do pogan. Kafarnaum – miasto, które Jezus wybrał, które ukochał, które od tego momentu stało się Jego domem. Kafarnaum, o którym Ewangelia powiedziała, że to miasto Jezusa, leżało również na terenie dwóch pokoleń Izraelskich Zabulona i Neftalego, a te z kolei pokolenia graniczyły już bezpośrednio z pogańskimi szczepami. Ewangelista Mateusz widział w osiedleniu się Jezusa w Kafarnaum realizację proroctwa z księgi proroka Izajasza:

Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką, nad mieszkańcami kraju mroku zabłysło światło.

Co jest tym światłem przyniesionym przez Jezusa? Tym światłem jest On sam. Zamieszkał w Galilei, na terenie uważanym w Jego czasach za ziemię pogan. Ludzie, którzy mieszkali w Galilei, przejęli część zwyczajów greckich, zapominając częściowo o żydowskich. Dzisiejsza Ewangelia, również nam to ukazała. W jaki sposób? Relacjonując, że Jezus powołał na apostołów: Szymona – a to grecka wersja hebrajskiego imienia Symeon – oraz jego brata Andrzeja – to również jest greckie imię. Wyraźnie więc widzimy wpływy kultury helleńskiej. Wkradała się ona nie tylko jako zwyczaj nadawania imion dzieciom, ale także do innych codziennych zwyczajów przejmowanych stopniowo od pogan.

Jezus przyszedł i osiedlił się w Kafarnaum, w mieście, które słynie z handlu, leży bowiem na szlakach kupieckich. Jezus osiedlił się w mieście, w którym wielu ludziom ekonomicznie dobrze się powodziło. Jezus na swoje miasto wybrał miejscowość, w której nie brakowało ludzi pogubionych, którzy gdzieś w swoim życiu się zagubili i nie wiedzieli, dokąd zmierzają. Krocząc, błądzili w ciemności. Jezus przyszedł ze światłem – ze słowami Ewangelii, Dobrej Nowiny:

Nawróćcie się, bo nadchodzi królestwo niebieskie.

Jezus, który przyszedł i osiedlił się w Galilei pogan, jest jak wschodzące słońce nad krainą ciemności i mroku. Jest tym, który wraz ze swym przybyciem, przyniósł królestwo Boże, które – podobnie jak widzialne promienie słońca – pokonuje ciemność i mrok.

Jezus nie zostawia nas samych sobie, przychodzi i chce zamieszkać pośród nas w naszej codzienności. Jezus chce być obecnym nie tylko w tych obszarach, gdzie jest ładnie i czysto w naszym życiu – podobnie jak w pokoju gościnnym, do którego za chwilę ma wejść ksiądz po kolędzie. Jezus chce wejść i zapalić światło swej obecności wszędzie w naszym życiu, w naszej codzienności, także w ciemnej, wilgotnej, zagraconej piwnicy, której być może się wstydzimy. On chce wejść w to wszystko, co trudne, co grzeszne i chce nam pomóc się z tego wydostać, chce nam pomóc to uporządkować. Chce w nasze życie wprowadzić światło, bez którego nie ma prawdziwego życia.

Pamiętasz tę roślinę z początku kazania? Im szybciej zostanie wyciągnięta z ciemnej szafy i postawiona w słońcu, tym większe prawdopodobieństwo, że przetrwa; natomiast im dłużej pozostanie w ciemności, tym szybciej obumrze.

Podobnie jest z nami, nawróćmy się póki jeszcze na to jest czas. Zaprośmy Jezusa, aby pomógł nam tego dokonać. Amen.

Stanisław Paprocki CSsR (żródło: http://www.slowo.redemptor.pl/)