„Gdzie jest dziewięciu?” Łk 17, 17

W pewnym hiszpańskim miasteczku znajduje się hotel, którego właścicielem jest niejaki Don Emanuel. Hotel słynie w okolicy z tego, że każdego popołudnia cały personel (na czele z dyrektorem) obsługuje żebraków. Po posiłku goście rozchodzą się swoimi drogami.

Dlaczego codziennie odbywa się takie przyjęcie? Otóż w czasie wojny domowej Don Emanuel został niewinnie skazany na śmierć. Stał już pod ścianą i pluton egzekucyjny wycelował w niego broń, gdy nagle zjawił się jakiś żebrak i zaczął usilnie przekonywać żołnierzy, aby nie strzelali. Po dłuższej rozmowie rzeczywiście odstąpili od swego zamiaru.

Don Emanuel już nigdy więcej nie widział swego wybawcy, nigdy też nie dowiedział się, kim był. Postanowił jednak nie tylko karmić wszystkich biednych w tym miasteczku, lecz robić to z szacunkiem. Na pytanie, czy musi to być każdego dnia, czy to nie przesada, czy nie wystarczyłoby na przykład raz w miesiącu albo raz w roku, na przykład w rocznicę uratowania, odpowiada zawsze: „Czy Bóg ofiarował mi życie tylko na jeden dzień w roku? Dzień za dniem otrzymuję życie przez tego nędzarza, który nawet nie próbował odebrać ode mnie zasłużonego podziękowania i wynagrodzenia. Za taki dar nie mogę się niczym tak odwdzięczyć”.

Moi drodzy, gdy słuchamy tej historii, od razu przed oczami staje nam wydarzenie z odczytanego dziś fragmentu Ewangelii o uzdrowieniu przez Chrystusa dziesięciu trędowatych. Spośród nich tylko jeden zdobył się na gest wdzięczności. Czyż nie jest to zastanawiające? Jeden, który docenił wartość daru! Don Emanuel z przywołanej historii był wprawdzie w trudniejszej sytuacji niż trędowaci, bo stał już pod ścianą, czekając na rozstrzelanie, ale jego postawa wdzięczności za ocalenie życia bezapelacyjnie przebiła ich postawę. Tylko jeden trędowaty upadł na ziemię, do nóg Chrystusa Pana, aby wyrazić swoją wdzięczność. Pozostali zachowali postawę zupełnego braku kultury, jakby im się należało uzdrowienie. Jeden oddał chwałę Bogu! Także jeden żebrak uratował życie Don Emanuelowi, aby ten mógł przez długi czas swego życia ratować życie potrzebującym pomocy. W osobie żebraka ratującego życie właścicielowi hotelu widzimy obraz Chrystusa, który ratuje każdego z nas.

Na pewno byłeś kiedyś w takiej sytuacji, gdy ktoś zrobił dla ciebie coś dobrego, okazał ci życzliwość, kiedy byłeś w potrzebie, i przyszedł ci z pomocą. A może przeżywałeś w swoim życiu już i takie chwile, kiedy definitywnie doświadczyłeś Bożej ingerencji w sposób bezpośredni? Może Bóg uratował tobie lub twoim bliskim życie w ciężkiej chorobie albo wyszedłeś cało z wypadku, choć ludzie nie dawali już najmniejszych szans na przeżycie...

Zapewne za to już Bogu podziękowałeś, na pewno już oddałeś Mu chwałę.

Ten, kto potrafi dziękować, jest człowiekiem godnym zaufania. Można mu powierzyć zadania, które spełni w sposób odpowiedzialny. Mając na uwadze dary, którymi cię Bóg obdarzył, dziękuj Mu i staraj się w swoim życiu podjąć dzieła świadczące o tym. Może mógłbyś się zaangażować w jakiś wolontariat? Może mógłbyś stworzyć grupę wsparcia dla osoby, która nie radzi sobie z życiem, ma kłopoty z nauką, nie widzi sensu życia lub została przez kogoś oszukana... Kiedyś Bóg przyszedł ci z pomocą, dzisiaj ty przyjdź z pomocą temu, kto na nią bardzo liczy! Wdzięczność zamieniona w konkret jest wielkim skarbem! Rano, kiedy się budzisz, i wieczorem, kiedy kładziesz się do snu, zawsze dziękuj Bogu za dary Jego łaskawości. Za chleb na stole, za ubranie, telefon, komputer i przyjaciela, który jest znakiem Bożej obecności. Dziękuj i okazuj innym życzliwość, abyś cieszył się kiedyś z tego powodu radością na wieki.

Jak wygląda życie człowieka wdzięcznego Bogu za to, czego w jego życiu dokonał, można usłyszeć z ust tych, którzy o tym świadczą.

Jakub Filipowicz we wstępie swojej książki pt. Nawrócenie grzesznika napisał tak:

Książkę tę składam w hołdzie Bogu za dwukrotne cudowne uzdrowienie. Pierwsze nastąpiło w 1984 roku. Było to uzdrowienie z nieuleczalnej choroby, która przykuła mnie do wózka inwalidzkiego i prowadziła prosto do śmierci. Drugie, uzdrowienie duszy, dokonało się w roku 2000 podczas kursu Filipa. Jeżeli chociaż jedna osoba, czytając o moich losach, zastanowi się nad swoim życiem, będę wiedział, że warto było pisać tę książkę. Nigdy nie jest za późno na zmiany, byle zdążyć przed czasem ostatecznym, bo inaczej może wydarzyć się prawdziwa, nieodwracalna tragedia. W tej chwili jadę pociągiem do pracy, jest 17 kwietnia 2000 roku. To dla mnie szczególny dzień. Chociaż mam już 35 lat, po raz pierwszy w życiu jadę do pracy. W chorobie rodzice codziennie przypominali mi o modlitwie, choć miałem już wtedy 19 lat. Ordynator neurologii, wiedząc, jaka jest sytuacja, powiedział do mojej mamy: „Proszę pani, cudu dla pani nie będzie”, na co moja Mama zapytała: „A czy to Pan te cuda rozdziela?”. Tata oznajmił, że pojedzie do Częstochowy, aby uczestniczyć we Mszy św. w intencji mojego uzdrowienia. Dziś, kiedy to opisuję, wiem, jak on mnie bardzo kochał, chociaż tej miłości nigdy nie zauważałem. Potrzebowałem dwudziestu lat, żeby to wszystko zrozumieć i zobaczyć z innej, na szczęście właściwej strony.

Chrystus przychodzi z pomocą wołającemu o litość. Przychodzi także do ciebie. Tyle razy okazał ci wiele znaków i cudów. Przepełniony wdzięcznością, idź i czyń podobnie, a będziesz miał skarb w niebie! Wdzięczność za okazaną ci łaskę wyrażaj słowami i czynem. Zawsze za wszystko dziękuj Bogu.

Mariusz Susek (źródło: http://www.ekspreshomiletyczny.pl)