Obraz przedstawiony przez Jezusa w dzisiejszej Ewangelii jest bardzo sugestywny.Możemy sobie łatwo wyobrazić, jak zaproszeni na ucztę wybierają sobie najlepsze miejsca, a gdy przybywa gospodarz, odbywa się reorganizacja: jedni są proszeni o zajęcie gorszych miejsc, co muszą zrobić z wielkim wstydem i przy szyderczych komentarzach innych gości; inni, zaszczycani spojrzeniami pełnymi szacunku, zajmują wyższe miejsca. Wydaje się, jakby Jezus dawał tu prostą, praktyczną wskazówkę co do zajmowania miejsc przy stole. Ale u Niego bardzo często zwykłe, codzienne sytuacje są okazją do udzielania nauki o ważnych, bo duchowych sprawach. Tak jest i tym razem, a ta nauka jest krótka i jednoznaczna: „Nie wywyższaj się nad innymi!”.

Wywyższanie się to chyba ulubiona zabawa całej ludzkości. Stanąć choćby milimetr nad innymi, uzyskać uznanie i wzbudzić zazdrość – chyba tego właśnie ludzie najbardziej pożądają, nawet bardziej niż pieniędzy, o których mówimy przecież, że rządzą światem. Bo pieniądze najczęściej nie są celem samym w sobie, ale tylko środkiem do prestiżu, do ważniejszego miejsca w społeczeństwie – to o to tu przede wszystkim chodzi. Siłę tego instynktu wywyższania się widać dobrze, kiedy obserwuje się zabawę małych dzieci w piaskownicy. To tylko zabawa, ale ileż w niej ukrytej rywalizacji, starań o to, by w tym malutkim światku zająć pierwsze miejsce, podporządkować sobie innych albo przynajmniej zyskać ich uznanie. Jest to tym bardziej uderzające, że te maluchy robią to całkiem nieświadomie, spontanicznie, instynktownie, bez oszukiwania siebie samego i innych poprzez nadawania tej zabawie jakiejś wyższej motywacji, co dorośli robią nagminnie.

Ale jeśli to tkwi w człowieku tak głęboko, to dlaczego Jezus to potępia, dlaczego wymaga od nas płynięcia pod prąd tak potężnej rzeki? Odpowiedź jest prosta: bo wywyższanie się nad innymi rani ich, czyni im krzywdę. Człowiek, który się wywyższa, traktuje innych lekceważąco, poniża ich, jest wobec nich niesprawiedliwy, a często też arogancki i brutalny. Jakże wiele małżeństw rozpadło się wskutek ukrytej, trującej rywalizacji między mężczyzną a kobietą o panowanie w rodzinie! Ileż zła dzieje się w życiu politycznym, gdy ludzie wchodzą do tego świata dla związanego z nim prestiżu, a nie po to, by służyć społeczeństwu, co wszak powinno być motorem napędowym polityki. Wewnętrzne źródło wywyższania się nazywamy pychą. Trudno znaleźć postawę równie destrukcyjną jak ona. Nie potrafi ona niczego budować, tylko niszczyć wszystko, co staje jej na drodze. Całkiem słusznie kościelna Tradycja uznała ją za pierwszy spośród grzechów głównych.

Człowiek pyszny jest ze swej natury niereligijny, bo jakże mógłby on czcić prawdziwego Boga, skoro to on sam jest dla siebie bogiem? Nie może on też być religijny, bo jest niewolnikiem, a prawdziwie religijni mogą być tylko ludzie wolni – a jeśli zniewoleni, to tylko ci, którzy o tym swoim zniewoleniu wiedzą i z nim walczą. Pyszałek jest mianowicie niewolnikiem swojej żądzy wielkości i uznania u ludzi. Człowiek religijny pyta się, jak wygląda w oczach Boga, natomiast pyszałek pyta się, jak wygląda w oczach innych ludzi. Podporządkowując ich sobie, dążąc do władzy nad nimi, staje się zarazem ich niewolnikiem.

Dla uniknięcia nieporozumienia: ta bezwzględna walka o zajęcie w społeczeństwie możliwie jak najwyższego miejsca nie jest tym samym co zdrowa rywalizacja, która dokonuje się w każdym społeczeństwie na co dzień. Jej Pan Jezus nigdy nie potępił. Słusznie mówimy, że jest ona motorem postępu. Zdrowa rywalizacja ma miejsce wtedy, gdy człowiek ciężko pracuje na swoje sukcesy, a przez to uzyskuje wysoką kompetencję, fachowość, którą może służyć innym. Ma on prawo cieszyć się ze swoich sukcesów, być z siebie dumnym. Nawiasem mówiąc, tacy właśnie ludzie nie wywyższają się i z reguły są skromni. Nie potrzebują się wywyższać, bo są świadomi swojej wartości, nie potrzebują jej potwierdzania przez innych ani jej zdobywania poprzez władzę nad nimi. I są świadomi, jak kruche i krótkotrwałe są wszelkie sukcesy, jak łatwo zostać zrzuconym z nawet najwyższego tronu. 

Zauważono już, jak silny jest ten instynkt wywyższania się, a mimo to Jezus wymaga od nas uwolnienie się od niego. Ale nie wymaga On niemożliwości, bo sam na sobie pokazał, że można ten instynkt przezwyciężyć. Choć On jako pierwszy, bo wszak jako Syn Boży, mógł łatwo i słusznie zająć między ludźmi najwyższe miejsce, jednak tego nie uczynił. Przeciwnie, św. Paweł pisze o Nim:

On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej (Flp 2,6-8).

Syn Boży, który urodził się w stajni, przez większość swego życia pracował ciężko fizycznie, a swoje życie zakończył w męce i hańbie jako przestępca między dwoma innymi przestępcami. Nie ma innego bardziej radykalnego przykładu, jak dalece można odrzucić pokusę pychy. I ten przykład nie przeminął bez echa. Przeciwnie, stał się inspiracją dla wielkiej rzeszy uczniów Jezusa, którzy równie radykalnie odmówili walki o jak najwyższe miejsce w społeczeństwie. To ci właśnie przede wszystkim ludzie zbudowali naszą cywilizację, z której słusznie jesteśmy tak dumni. Byli to ludzie wolni, uczciwi, zdolni do służby, żyjący w prawdzie o swoim człowieczeństwie i o Bogu, a nie w iluzji, jaką jest pycha. Ziarno zasiane przez Jezusa w Jego nauce i na drzewie krzyża wydało w nich obfity, stukrotny plon, którym do dziś żyjemy i który powinniśmy przekazać następnym pokoleniom.

o. Janusz Serafin CSsR (żródło: http://www.slowo.redemptor.pl)